Przejdź do głównej treści Przejdź do wyszukiwarki

Wszystkie wyspy Małgorzaty Szejnert

Utworzono dnia 10.11.2017

Zapraszamy na spotkanie z wybitną reportażystką - Małgorzatą Szejnert, która szczególnie ujęła serca Ślązaków książką "Czarny ogród". Rozmowę poprowadzi Grzegorz Jankowicz już 7 grudnia o godz. 18:00.

Wstęp wolny.

MAŁGORZATA SZEJNERT - reporterka i pisarka. Urodziła się w 1936 roku w Warszawie. Debiutowała w 1972 roku reporterską książką o Ameryce. Współtworzyła "Gazetę Wyborczą", gdzie prawie 15 lat prowadziła dział reportażu.

Ukończyła Liceum Ogólnokształcące Żeńskie im. Emilii Plater w Białej Podlaskiej oraz Wydział Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego (1958). Była szefową działu reportażu w tygodniku "Literatura". W sierpniu 1980 roku pojechała do Stoczni im. Warskiego w Szczecinie, gdzie pomagała przy redagowaniu biuletynu strajkowego, który przekształcił się w pismo NSZZ "Solidarność" Pomorza Zachodniego.
Po 13 grudnia 1981 roku przyłączyła się do bojkotu oficjalnych gazet. Współpracowała z pismami opozycji, pisała sprawozdania w Instytucie Psychoneurologicznym w Warszawie. W 1984 razem z Tomaszem Zalewskim wydała książkę o zbuntowanym Wybrzeżu "Szczecin: Grudzień, Sierpień, Grudzień". Był to pierwszy tom Archiwum Solidarności. Książka, oparta na wspomnieniach 15 członków Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, została wyróżniona Nagrodą Kulturalną Solidarności. W tym samym roku wyjechała do Stanów Zjednoczonych, pracowała w "Nowym Dzienniku". Do Polski powróciła w 1986. Współtworzyła "Gazetę Wyborczą", gdzie prawie 15 lat prowadziła dział reportażu.
Razem z Romanem Załuskim napisała scenariusz do filmu "Jeśli się odnajdziemy" (reż. Roman Załuski, 1982).
Laureatka - za książkę "Czarny ogród" - Nagrody Mediów Publicznych COGITO oraz "Górnośląskiego Tacyta". Finalistka Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus 2008, Nagrody Literackiej Nike 2008 oraz Nagrody literackiej Gdynia 2008. Jurorzy Nagrody Literackiej Gdynia 2010 przyznali jej Nagrodę Osobną za twórczość wymykającą się wszelkim klasyfikacjom, a szczególnie za "Wyspę klucz". Otrzymała za nią także nominację do Nagrody Literackiej Nike 2010. Książka "Dom żółwia. Zanzibar" otrzymała nominację do Nagrody Literackiej Nike 2012 i znalazła się wśród siedmiorga finalistów. Otrzymała też Nagrodę "Odry" 2015 za "Usypać góry. Historie z Polesia".

Debiutowała w 1972 roku reporterską książką o Ameryce. Edward Gierek zliberalizował nieco system, w PRL można już było pisać, że poza obozem komunistycznym istnieje jeszcze inny świat. "Borowiki przy ternpajku", efekt dwumiesięcznego, niezwykle intensywnego pobytu Małgorzaty Szejnert w Stanach Zjednoczonych, to zbiór tekstów o Amerykańskiej Polonii, o skomplikowanych losach naszych emigrantów.
Po raz kolejny zwróciła na siebie uwagę publikując książkę "Sława i infamia". To wywiad-rzeka z prof. Bohdanem Korzeniewskim, reżyserem, krytykiem i historykiem teatru, o kolaboracji w środowisku aktorskim podczas II wojny światowej.

  • Szkoła małego realizmu

W latach 70., podobnie jak Hanna Krall, pisywała reportaże o prowincji, o małych nadziejach i wielkich rozczarowaniach jej mieszkańców.

- Dziś często wielu autorom może wydawać się, że w czasach cenzury nie można było czerpać radości z pisania. A ja pamiętam odkrywanie ciekawych tematów społecznych podczas jeżdżenia po Polsce, zwłaszcza, że byłam młoda, pełna zapału i ciekawości świata. Pracowałam w kilku redakcjach, zajmowałam się tam informacją i redagowaniem, ale coraz bardziej ciągnął mnie reportaż. Zaczęłam pisać dla "Polityki", z którą współpracowałam, a potem udało mi się dostać do tygodnika "Literatura", gdzie był zespół świetnych reporterów. Mimo ograniczeń tamtego systemu przeżywaliśmy satysfakcję, kiedy udało się nam napisać coś ważnego, bliskiego prawdy, nasuwającego refleksje. To była tak zwana "szkoła małego realizmu". Nie pisało się o przyczynach zjawisk, bo to było absolutnie zakazane, ale pokazywało realia życia, w jakich warunkach człowiek mieszka, pracuje, jak jest leczony, jak dojeżdża do pracy. Szczegóły te - ubrane w dobry język i formę - skłaniały czytelnika do wyciągania wniosków. Dla mnie był to okres bardzo ciekawy. ("Małgorzata Szejnert - reporterka spełniona". Rozmowa Teresy Kaczorowskiej. "Ciechanowskie Zeszyty Literackie" 12/2010)

Pomiędzy powrotem z Ameryki w 1984 roku a powstaniem "Gazety Wyborczej" w 1989 roku napisała dwie książki: "Sławę i infamię i Śród żywych duchów". Potem niemal całkowicie zrezygnowała z własnego pisania i zaangażowała się w pracę redakcyjną w "Gazecie Wyborczej". Do własnej twórczości powróciła dopiero po przejściu na emeryturę. Nie wróciła jednak do reportaży prasowych. Pisanie takich tekstów wymaga dużej mobilności, wyścigu z czasem, podporządkowania się różnym wymogom redakcyjnym. Chciała pracować spokojniej i na własną rękę. Chciała się także oderwać od bieżącej tematyki krajowej. Była nią zmęczona. Miała poczucie, że przez lata pracy w gazecie wiele się o Polsce dowiedziała. Redagowała setki tekstów o polskiej rzeczywistości. I - jak twierdzi - intuicyjnie zaczęła się coraz bardziej kierować ku historii. Może dlatego, że - jak mówi - tak mało ją zna.

Studiowała na Uniwersytecie Warszawskim w latach pięćdziesiątych. Omawiali historię WKPb. Uczciwych wykładów z historii nie było. Te zaległości trudno było nadrobić.
Historia jest dla niej ciągłym odkrywaniem. Wychodzi od tego, co tu i teraz, a potem cofa się w czasie, w poszukiwaniu ludzi i historii. Tak było w przypadku "Czarnego ogrodu", historii spółki węglowej Giesche a przy tym Niemiec, Śląska i Polski.

  • Śladami Czechowa

"Czarny ogród" to opowieść o wybranych rodach, których losy ukazane są w całym burzliwym XX wieku. Adam Pomorski, członek jury nagrody Cogito, zwrócił uwagę, że prawzorów tego pisarstwa szukać należy w "Sachalinie" Antoniego Czechowa. Dodał też, że w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat jednym z tematów najbardziej poruszających polskich czytelników była utrata wieloetnicznych Kresów. Małgorzata Szejnert także podejmuje się narracji o sąsiadach, ale tych z Górnego Śląska. Jak zaznaczył Pomorski, polska literatura po raz pierwszy składa podobny hołd tej ziemi i jej mieszkańcom.
"Wyspa klucz", kolejna książka Małgorzaty Szejnert, także opowiada o miejscu, gdzie spotyka się wiele narodowości. Autorka uważa, że z pisarskiego punktu widzenia pogranicze jest ciekawsze niż uporządkowane i ustabilizowane centrum. Twierdzi, że życie na pograniczu - geograficznym, kulturowym lub moralnym - wymaga podejmowania trudnych decyzji. Taka chwila - powtarza Małgorzata Szejnert - to dla reportera wymarzony temat.

  • Dramat emigrantów

"Wyspa klucz" jest historią Ellis Island, niewielkiej nowojorskiej wyspy, przez którą przewinęło się kilkanaście milionów ludzi. W 1630 roku Holendrzy z Kompanii Zachodnioindyjskiej odkupili ją od Indian Lenni Lenape za "kilka paczek różnych towarów". W 1892 roku otwarto tam stację przyjmowania emigrantów.
Jak reporterka trafiła na ten temat? W latach 70. przeczytała "Listy emigrantów z Ameryki i Brazylii". Lektura zrobiła na niej duże wrażenie. Pod koniec XIX stulecia do Nowego Świata napływało coraz więcej ludności z terenów Imperium Rosyjskiego i Cesarstwa Austro-Węgierskiego. Władze carskie zadecydowały, że ten proces należy powstrzymać. W tym celu zatrzymywały korespondencję wysyłaną z Ameryki przez emigrantów do ich rodzin. Listów nigdy nie doręczono - dziś są świadectwem niewyobrażalnego dramatu.
Po wprowadzeniu stanu wojennego w grudniu 1981 roku Małgorzata Szejnert wyjechała do Stanów Zjednoczonych. Wkrótce stanęła przed dylematem: zostać czy wracać. Wybrała Polskę, gdzie sytuacja polityczna wyraźnie dojrzewała do zmiany. Potem co pewien czas odwiedzała Stany. Z dolnego Manhattanu widziała Ellis Island, ciemny kontur wyspy. Gdy otwarto tam muzeum, postanowiła je obejrzeć. Przeżycie było tym silniejsze, że wciąż pamiętała "Listy emigrantów".
Po ukończeniu "Czarnego ogrodu" rozglądała się za nowym tematem. W Internecie znalazła stronę poświęconą Ellis Island. Odkryła, że tą drogą można zdobyć informacje o tym kto, kiedy i jakim statkiem przypłynął na wyspę. Pomyślała, że warto by się przekonać, czy carscy urzędnicy rozdzielali ludzi na zawsze, czy też może niektórym emigrantom udało się spotkać z najbliższymi.

O "Wyspie klucz" na łamach "Gazety Wyborczej" tak pisał Juliusz Kurkiewicz:

Książka Małgorzaty Szejnert opowiada o dziejach społecznego organizmu, stawia pytania o historię, politykę, moralność, o sens życia zbiorowego. Jednocześnie u jej źródła leży pierwotne zdziwienie miejscem jako sceną życia zaludnianą i opuszczaną przez ludzi, przedmioty, zwierzęta. Czułość, z jaką Szejnert rekonstruuje w swej miarowo oddychającej prozie każdą minioną chwilę, stała się firmową pieczęcią pisarki. Że reportaż jest częścią literatury pięknej - o tym wiemy od dawna. Ale że jednocześnie bywa także odmianą poezji? (Juliusz Kurkiewicz, "Małgorzata Szejnert: Ellis Island to scena życia", "Gazeta Wyborcza" 6.06.2010)

  • Nasz człowiek na Zanzibarze

Dziś ludzi coraz bardziej zajmuje próba ukazania historii na sposób reporterski, a więc nie poprzez opis procesów, lecz konkretnych osób, zdarzeń i określonych sytuacji. Małgorzata Szejnert przyznaje, że przeszłość kraju, o którym teraz pisze, tak ją wciągnęła, iż z najwyższym trudem odrywa się od niej i powraca do współczesności. Nie może przecież dopuścić, by historia pożarła jej cały temat.
Obecnie zajmuje ją Zanzibar. W XIX-wiecznej historii wyspy odnalazła ciekawy polski wątek. Henryk Jabłoński, poeta romantyczny i przyjaciel Teodora Tomasza Jeża, podczas wojny krymskiej zdezerterował z armii carskiej i przeszedł do żuawów. Okazało się, że Jabłoński ma liczne talenty, otrzymał więc pracę w kancelarii. Gdy się tam sprawdził, zapadła decyzja o wysłaniu Polaka na Zanzibar, by służył w konsulacie. Na Zanzibarze Jabłoński ożenił się z córką ówczesnego konsula honorowego Francji. Później sam objął to stanowisko.
Henryk Jabłoński był niezwykle wrażliwy: społecznie i narodowo. Głęboko odczuwał nieszczęście czarnych. Napisał więc poemat o targu niewolników na Zanzibarze. O handlu ludźmi w Afryce mówił na podstawie własnych doświadczeń. Stworzył zatem rodzaj reportażu.

  • Doświadczyć na własnej skórze

Zawrotną karierę, jaką w ostatnich latach zrobiła literatura faktu, Małgorzata Szejnert tłumaczy tym, że ludzie potrzebują mądrego opisu coraz bardziej złożonej rzeczywistości. Fikcja nie może im w tym pomóc.

- Znamienny jest przypadek książki belgijskiej pisarki Mishy Defonseca "Przeżyć z wilkami". To historia uratowanej z Zagłady dziewczynki, która przeszła przez całą Europę w poszukiwaniu rodziców. Głodną i wycieńczoną zaopiekowały się wilki. Opowieść poruszyła czytelników w wielu krajach, bowiem autorka przysięgała, że chodzi o jej własne przejścia. Aż tu ktoś skrupulatnie zbadał przedstawione wydarzenia i doszedł do wniosku, iż mamy do czynienia z czystą fikcją. Misha Defonseca, pod naciskiem argumentów, skapitulowała. Książka momentalnie zniknęła z list bestsellerów. I chyba nie tylko dlatego, że czytelnicy poczuli się oszukani. Ta opowieść najzwyczajniej w świecie przestała ich interesować. Bo wymyślić można wszystko.

Małgorzata Szejnert, zapytana o mistrzów reportażu, wymienia autorów zagranicznych: przede wszystkim Francuza Jeana Hatzfelda, autora książki "Strategia antylop" o próbach pojednania Tutsi i Hutu po rzeziach w Rwandzie, Anglika Bruce'a Chatwina, autora poświęconych Aborygenom "Ścieżek śpiewu", i Włocha Tiziano Terzaniego. Ten ostatni, korespondent "Spiegla", usłyszał od chińskiego wróżbity, że istnieje poważne niebezpieczeństwo, iż zginie w katastrofie samolotowej. Dlatego postanowił przemieszczać się tylko koleją, samochodem lub pieszo. Jak twierdził, świat zaczął mu się rozrastać, dystanse nabrały właściwego rozmiaru a on odzyskał poczucie przygody.
Małgorzata Szejnert uważa, że reporterzy stoją dziś przed nowym wyzwaniem. Bystry dziennikarz potrafi napisać relację z najbardziej egzotycznego zakątka świata, nie opuszczając klimatyzowanej redakcji. Tymczasem podstawowym obowiązkiem reportera jest zobaczyć, dotknąć, doświadczyć na własnej skórze. Tego oczekuje czytelnik i to reporter jest mu winien.

  • Tajemnice warsztatu

Uważa, że pierwsze zdanie jest dla tekstu niezwykle istotne. Jeżeli się uda, pociągnie za sobą resztę. Wskazuje na znakomitą scenę z filmu "Godziny". Wirginia Woolf godzinami siedzi przy biurku i przeżywa męki nad pustą kartką papieru. Ma wizję książki, ale brak jej początku, od którego wszystko zależy. W pewnej chwili krzyczy do męża podlewającego ogródek: "Mam pierwsze zdanie!" W ten sposób powstała "Pani Dalloway". Powieść zaczyna się od słów: "Pani Dalloway powiedziała, że sama kupi kwiaty".
Zwykle, gdy przystępuje do pracy, ma już wymyślony tytuł. Niezwykle ważny jest dla tej autorki rytm. Dlatego z góry ma zaplanowaną oś książki i podział na rozdziały.
Proza Małgorzaty Szejnert jest oszczędna, powściągliwa. Każde zdanie zostało starannie oszlifowane i dobrze oprawione. Można też odnieść wrażenie, że autorka nieprzesadnie ufa przymiotnikom.

- Gdy poszłam do trzeciej klasy szkoły powszechnej, pani od polskiego napisała na tablicy: "Idzie wiosna". Następnie nakazała nam rozwinąć to zdanie tak, aby nadejście wiosny faktycznie wszystkich poruszyło. Wróciłam więc do domu i zaczęłam dopisywać słowa. "Idzie wiosna, pachnąca, słoneczna, ukwiecona..." Rozpisałam się na całą stronę, byłam bardzo zadowolona. Przyszedł tata, również nauczyciel polskiego. Popatrzył i spytał: "Co to ma być?". Odparłam, że pani Bratkowska kazała napisać o wiośnie. "Małgosiu - powiedział - 'Idzie wiosna' to zupełnie wystarczy."

Źródło: culture.pl

GRZEGORZ JANKOWICZ - filozof literatury, krytyk, wydawca oraz tłumacz. Pracownik Centrum Studiów Humanistycznych Uniwersutetu Jagiellońskiego. Przekładał na język polski R. Firbanka, G. Pereca, R. Rorty'ego oraz S. Žižka. Współprowadził programy telewizyjne emitowane na antenie TV Kultura: Czytelnia i Poezjem. Redagował serię krytyczną "Punkt Krytyczny" czasopisma "Studium". Wykładał literaturę polską na Uniwersytecie Indiana w Bloomington (USA). Wiceprezes Korporacji Ha!art, dla której redaguje dwie serie wydawnicze: "Linia krytyczna" oraz "Proza obca". Juror Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej SILESIUS. Redaktor działu kultura "Tygodnika Powszechnego". Dyrektor wykonawczy Festiwalu Conrada oraz Festiwalu Anamneses. Autor, współautor i redaktor dziewięciu książek. Opublikował ponad 200 artykułów naukowych, esejów oraz recenzji wydawniczych. Ostatnio ukazały się następujące książki jego autorstwa: "Cmono. Rozmowy z pisarzami" (Kraków 2013), "Po co jest sztuka? Rozmowy z pisarzami" (Kraków 2013), "Gombrowicz - Loading. Esej o formie życia". Zajmuje się współczesnymi nurtami i strategiami krytycznymi, filozoficznymi i politycznymi kontekstami literatury, a także związkami literatury ze sztukami wizualnymi. 

Źródło: Tygodnik Powszechny